search
top

Nasilenie chaosu umiarkowane.

Jest wpół do czwartej - stoję sobie sam na biegunie bezsenności. Pełno tu piachu - dużo tego piachu nawiało mi pod powieki. Cały czas go czuję. Próbowałem już wszystkich sztuczek dzisiejszej nocy żeby się stąd wyrwać. Nawet szklanki ciepłego mleka. Niestety. Pozostaje mi ogrzewać się niby ciepłem i oświetlić biegun niby światłem z laptopowatego ekraniku. Słyszę tykanie zegarka. Zegarek to rzecz niepożądana na biegunie bezsenności. Im bardziej nie chcę na niego patrzeć tym bardziej tyka. I przypomina o zegarku który w ciszy odmierza czas w rogu ekranu. 3:39. Piec ogrzewa wodę eksplodując co chwilę i sycząc. Pompa w piecu pcha tą wodę w rury i w kaloryfery. Piec to poczciwe zwierzę - dba o to żebym nie zamarzł. Lodówa stoi w kącie z jakimś smutnym wyrazem uchwytów. Zamyśliła się i oziębła w środku. Ciśnieniomierz z długim ogonem śpi. Zamkął oczy wyświetlacza i drzemie. Obecnością przypomina o uporządkowaniu które powinno pomóc pokazywać mu lepsze wyniki. Za ciśnieniomierzem wielka góra leków. Piętrzą sie w tych swoich listkach, blistrach, pudełkach, słoiczkach, tubkach jak robaki. Owady przeróżnej maści. Są malutkie pchełki po których połknięciu zostaje w ustach lekarstwowy posmak. Są wielkie żuki które wrzuca się do szklanki wody i obserwuje jak kończą żywota bąbelkując. Są takie żuczki które się unicestwia poprzez ssanie. Za górą lekarstw stoi pudełko z herbatami. Jak zwykle herbaty są uporządkowane, stoją w dwóch rzędach z zawiniętymi ogonami. Jedna obok drugiej, a wszystkie takie same, to chińska armia jest. 03:49. Są w mojej kuchni tysiące rzeczy które mógłbym opisywać, ale na dzisiaj to wystarczy. Dziś te kilkanaście minut przed klawiaturą pozwoliło mi wnieść nieco uporządkowania w natłok myśli. Zaraz wstanę pójdę zdjąć szlafrok i umyć zęby. Położę się na łóżku i szczelnie okryję kołdrą. I nie będę się wkurzał że nie mogę zasnąć. Po prostu zamknę oczy i poczekam.

Dodaj komentarz

top