search
top

Po urlopie

Tak jak pisałem udałem się w okolicach okołosylwestrowych do Wielkiej Brytanii odwiedzić przyjaciółkę i pozwiedzać. Zamieszkałem na tydzień w Startford upon Avon, czyli miejscu urodzenia Shakespear’a Miejsce na pierwszy rzut oka miłe i przyjemne. Nie da się pomyśleć inaczej patrząc na uliczki, maleńkie domki, zielone żywopłoty, ład i porządek. Podobne myśli przychodzą po kilku dniach obserwacji. Zwłaszcza obserwacji ludzi. Są po prostu mili. Uśmiechają się do siebie, pozdrawiają, przeraszają, a nie wjeżdżają człowiekowi supermarketowym wózkiem w dupę i jeszcze się wydrą, że człowiek chodzi pod kołami jak to ma miejsce u nas.

Okolice miasta uspokajają. Zielone pagórki na których pasą się owce. Poprzedzielane płotkami i żywopłotami. wzgórza wyglądają jakby właśnie przed chwilą przestały falować. Koją spokoją i kłują w oczy zielenią trawy - równie spokojną.

Język - tutaj się zdziwiłem. Ze swoją znajomością angielskiego na jakimś tam średnim poziomie przyleciałem, wyszedłem na ulicę i… niewiele rozumiałem. Ale wystarczyło się osłuchać - po dwóch dniach zacząłem odróżniać słowa, później zdania zaczęły nabierać sensu. Jeden dzień cały spędziłem z Tomem - znajomym Evy - z którym wędrując po okolicy powtórzyłem cały angielski jaki przyswoiłem przez lata nauki i jeszcze dużo się nauczyłem.

Oczywiście grzechem byłby nie wspomnieć o Guinnessie, który pintami w siebie wlewałem. I mówię Wam nigdzie do tej pory tak mi nie smakował jak w The Golden Bee
Wypocząłem - przywiozłem zdjęcia i wspomnienia. Apropos zdjęć. Niedługo zamieszczę kilka - jak tylko wyprodkuję jakąś ładną galerię.

Dodaj komentarz

top