Największa wtopa filmowej adaptacji japońskiego komiksu

Wiele w tym miesiącu artykułów dotyczących szeroko pojętej kultury i domysłów na temat przyszłości. Także informacja o filmie Death Note, czyli amerykańskiej adaptacji mangi o tym samym tytule musiała znaleźć się wśród ważnych treści, które chcę poruszyć. A jest o czym pisać, ponieważ od czasów Dragonball Ewolucja, nie miałem do czynienia z tak tragicznym live action ze świata azjatyckich komiksów.

Popularność „Notatnika śmierci”

death note

źródło: http://foter.com/

Tęgi umysł doktora House jest niczym specjalnym przy umiejętności planowania głównego bohatera „Death note”. Uczeń o imieniu Light Yagami jest szczególnie uzdolnionym nastolatkiem, którego IQ przekracza wszelkie normy. Los chciał, że w jego ręce trafił notatnik zgubiony przez samego boga śmierci. Ów zeszyt z czarną okładką ma moc uśmiercania ludzi, których nazwisko znajdzie się w jego wnętrzu. Zapisane długopisem szczegóły śmierci danej osoby są uwzględniane z dokładnością co do sekundy. Nasz główny bohater, stawiając się w roli boga śmierci, naraża się policji i zostaje ścigany przez jego całkowite przeciwieństwo. Dwóch mózgowców niczym Holmes i Moriarty, aczkolwiek bez umiejętności dedukcji. Do tego mamy elementy fantastyczne w postaci boga śmierci Ryuka i przebłyski z zaświatów. Świetna fabuła, pomysł na siebie, postaci i kreska zagwarantowały znajomość komiksów na całym świecie, w tym w Polsce.

Sknocili, mimo iż mieli dobry przykład

Japończycy zekranizowali swoje dzieło w sposób poprawny. Dla niektórych wzorowy, ponieważ oceny na filmweb przekraczają magiczną siódemkę. W roku 2006 gra aktorska i efekty specjalne zagrały tak, jak w anime. W roku 2017 nie zagrało nic oprócz niezłych efektów specjalnych. Aktorzy sprofanowali postaci Light-a i L. Biorąc pod uwagę oceny serii anime, (ponad 8 punktów) można mówić o klęsce. Ten rok ma wiele wspólnego z japońskimi komiksami, ponieważ nie tak dawno wydano Ghost in the shell. Scarlett Johansson nie uratowała tego obrazu. Ostateczna ocena 6,5 punktu to mocno średni wynik. A to pokazuje, że kolejny raz zmarnowano potencjał i wykonano film na modłę amerykańskiego widza popkorniarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.