nie chcę zapeszać

Apr 09
2009

Dzisiaj mam za sobą pierwszą noc przespaną spokojnie od kilku tygodni. Przez ostatnie dni każdego wieczoru fundowałem sobie długi spacer. Kończący się zazwyczaj w pubie - chociaż to nie było regułą. Oprócz tego pierwszy raz od dawna poszedłem pobiegać. Dwa okrążenia wokół parku na Tysiąclecia przypomniały moim płucom jak się oddycha. Bolesne doświadczenie, ale oczyszczające jednocześnie.
Wczorajszy spacer zakończył się piwkiem w bardzo miłym towarzystwie. Po powrocie do domu po prostu zasnąłem. I obudziłem się po dziewięciu godzinach. Wyspany, rozleniwiony, zrelaksowany. Oby taki stan się utrzymał.

wróciła

Mar 31
2009

Dawna moja koleżanka bezsenność wróciła. Na początku była taka jak dawniej. Pozwalała zasnąć i budziła w środku nocy. Teraz chyba się na mnie rozzłościła. Nie pozwala zasnąć. A to oznacza godziny męczarni w łóżku, które prowadzą do zaśnięcia, a raczej padnięcia z wyczerpania. Dziwne jest też to, że zasypiam około 4 nad ranem, budzę się około 7, mimo tego że mógłbym spać do woli. Dzisiaj bezsenność zostawiła mi po sobie tępy ból głowy. Cały dzień ze mną chodzi przylepa. Spróbuję ją pokonać piwem - ciekawe czy się uda.

Nasilenie chaosu umiarkowane.

Feb 08
2008

Jest wpół do czwartej - stoję sobie sam na biegunie bezsenności. Pełno tu piachu - dużo tego piachu nawiało mi pod powieki. Cały czas go czuję. Próbowałem już wszystkich sztuczek dzisiejszej nocy żeby się stąd wyrwać. Nawet szklanki ciepłego mleka. Niestety. Pozostaje mi ogrzewać się niby ciepłem i oświetlić biegun niby światłem z laptopowatego ekraniku. Słyszę tykanie zegarka. Zegarek to rzecz niepożądana na biegunie bezsenności. Im bardziej nie chcę na niego patrzeć tym bardziej tyka. I przypomina o zegarku który w ciszy odmierza czas w rogu ekranu. 3:39. Piec ogrzewa wodę eksplodując co chwilę i sycząc. Pompa w piecu pcha tą wodę w rury i w kaloryfery. Piec to poczciwe zwierzę - dba o to żebym nie zamarzł. Lodówa stoi w kącie z jakimś smutnym wyrazem uchwytów. Zamyśliła się i oziębła w środku. Ciśnieniomierz z długim ogonem śpi. Zamkął oczy wyświetlacza i drzemie. Obecnością przypomina o uporządkowaniu które powinno pomóc pokazywać mu lepsze wyniki. Za ciśnieniomierzem wielka góra leków. Piętrzą sie w tych swoich listkach, blistrach, pudełkach, słoiczkach, tubkach jak robaki. Owady przeróżnej maści. Są malutkie pchełki po których połknięciu zostaje w ustach lekarstwowy posmak. Są wielkie żuki które wrzuca się do szklanki wody i obserwuje jak kończą żywota bąbelkując. Są takie żuczki które się unicestwia poprzez ssanie. Za górą lekarstw stoi pudełko z herbatami. Jak zwykle herbaty są uporządkowane, stoją w dwóch rzędach z zawiniętymi ogonami. Jedna obok drugiej, a wszystkie takie same, to chińska armia jest. 03:49. Są w mojej kuchni tysiące rzeczy które mógłbym opisywać, ale na dzisiaj to wystarczy. Dziś te kilkanaście minut przed klawiaturą pozwoliło mi wnieść nieco uporządkowania w natłok myśli. Zaraz wstanę pójdę zdjąć szlafrok i umyć zęby. Położę się na łóżku i szczelnie okryję kołdrą. I nie będę się wkurzał że nie mogę zasnąć. Po prostu zamknę oczy i poczekam.