jestem

Dec 03
2009

Gdzieś pomiędzy pracą, spacerami na plażę, kursem taternickim, oglądaniem seriali, spędzaniem wieczorów z książką bez komputera i innymi aktywmościami odstawiłem bloga na bok. Często zdarza się, że po pracy po prostu nie mam ochoty włączać komputera. A jak go już uruchomię to nie jestem zbyt “płodny” i odmużdżam się grając w Diablo II i wyrzynając hordy piekielnych stworów.
W momencie nastania jesieni nad morzem, zauważyłem różnicę w klimacie między południem, a północą. Jest bardziej wilgotno i wydaje mi się, że jest mniej słońca. Wilgoć jest bardziej przenikliwa - co odczuł mój organizm. W tej chwili mam za sobą dwie grypy z gorączką i mam wrażenie, że cały czas jestem przeziębiony. Cały czas biorę profilaktycznie rutonoscorbin, ale chyba niewiele to daje.
W związku z grypami miałem okazję skrzystać z lokalnej pomocy medycznej. Nigdy nie miałem dobrego zdania o polskiej służbie zdrowia. I moje zdanie nie uległo zmianie. Ale to miejsce na odrębny wpis.
Tym wpisem chciałem tylko dać znać że jestem. I postanowiłem od czasu do czasu zaglądać na bloga.

współczuję niskociśnieniowcom

Jul 30
2009

Przeprowadzka nad morze okazała się korzystna dla mojego zdrowia. Zmiana trybu życia - spacery, jazda na rowerze i nieco rozsądniejsze jedzenie poskutkowało tym, że nieco schudłem i moje nadciśnienie odpuściło trochę. Cały czas biorę leki na nadciśnienie i wszyscy lekarze do tej pory mówili, że będę je brał do końca życia. I jakoś się z tym pogodziłem - łykanie czterech tabletek każdego poranka weszło mi w nawyk. Po kilku tygodniach pobytu nad morzem zacząłem mieć problemy z porannym wstaniem z łóżka. Co do tej pory nie zdarzało się - z natury jestem rannym ptaszkiem. Ostatnio po przebudzeniu jeszcze przez dobrą godzinę dochodziłem do stanu używalności i wlewałem w siebie kawę. Po drugie zacząłem marznąć - zwłaszcza w nocy. Stopy i ręce miałem zimne, czasem tak że mnie to budziło. Rano musiałem wskoczyć w porządnego polara żeby poczuć komfort termiczny. A to też mi się nie zdarzało. I pewnego poranka zmierzyłem sobie ciśnienie i się okazało o co chodzi. Skurczowe 100 rozkurczowe 60 tętno 48:) Więc udałem się wczoraj do kardiologa, który kazał jeden lek odstawić, a dawkę drugiego zmniejszyć o połowę i obserwować co się będzie działo dalej. I powiedział, że jak dobrze pójdzie to możliwe jest, odstawienie wszystkich leków:)
A niskociśnieniowcom współczuję. Naprawdę dawno nie czułem się tak zaspany i zziębnięty rano jak przez ostatnie kilka tygodni.

Klimatyzacja to zło

Jul 06
2009

Wiem że to urządzenie które w upalne dni zapewnia nam komfort i dobre samopoczucie. Jednak niektóre z tych urządzeń działają na mnie źle. Nie wiem dlaczego tak jest - czy w niektórych klimatyzatorach hodują się jakieś dziwne bakterie na które jestem podatny, albo grzyby, albo inne świństwo.
Przykład z ostatniego weekendu. Wsiadam do samochodu mojego ojca. Startujemy, włącza się klimatyzacja. Po dwóch minutach temperatura spada do dwudziestu kliku stopni więc jakiegoś szoku termicznego nie ma. Ale po tych dwóch minutach moje śluzówki zaczynają produkować nadmiar śluzu. Efekt łzy mi się leją z oczu, nos zatkany, zatoki bolą jak cholera. Wysiadam z samochodu i od razu nieco lepiej. Niestety na tym się nie kończy, bo następnego dnia boli mnie gardło i zaczynam kaszleć. Ale ciągle mam nadzieję, że aspiryna, rutinoscorbin i noc pod ciepłą kołdrą przestraszą mikroby. Niestety. Dzisiaj czuję się jakby ktoś na głowę nałożył mi słoik, w oskrzelach coś świszcze, mięśnie i stawy przypominają o swoim istnieniu lekkim bólem no i od czasu do czasu przebiega przeze mnie dreszcz. Mam nadzieję że to zwykłe przeziębienie, a nie jakaś klimatyzacyjna Legionella.

najgorszy pacjent na świecie

Apr 26
2009

Pani doktor osłuchała mnie wczoraj rano. Zbadała. Przepisała leki i dała wyraźne zalecenia. Siedzieć w domu, przynajmniej kilka dni. Wytrzymałem wczoraj cały dzień. Ale w sobotni wieczór nie mogłem sobie znaleźć miejsca i z zamiarem spotkania się ze znajomymi wyruszyłem w miasto. Rozmowami o życiu ubarwiliśmy sobie wieczór. Rozmowę podlewaliśmy alkoholem, a później spotkałem brata. Wyciągnął mnie na tańce. I tak nie wiadomo kiedy minęła cała noc. A po przebudzeniu, oskrzela i płuca przypomniały, że coś z nimi nie tak. Kaszlem i dusznością. Dziś kolejny postępowania zgodnie z zaleceniami Pani doktor. Ale niestety stwierdzam, nie żałuję ani minuty z tej nocy, ani jednego piwa, ani jednej wódki. Mimo kaszlu ;) Spontaniczne imprezy są najlepsze.

nie chcę zapeszać

Apr 09
2009

Dzisiaj mam za sobą pierwszą noc przespaną spokojnie od kilku tygodni. Przez ostatnie dni każdego wieczoru fundowałem sobie długi spacer. Kończący się zazwyczaj w pubie - chociaż to nie było regułą. Oprócz tego pierwszy raz od dawna poszedłem pobiegać. Dwa okrążenia wokół parku na Tysiąclecia przypomniały moim płucom jak się oddycha. Bolesne doświadczenie, ale oczyszczające jednocześnie.
Wczorajszy spacer zakończył się piwkiem w bardzo miłym towarzystwie. Po powrocie do domu po prostu zasnąłem. I obudziłem się po dziewięciu godzinach. Wyspany, rozleniwiony, zrelaksowany. Oby taki stan się utrzymał.