Szanujmy słowa!

Dziś będzie nieco oszczędnie, ascetycznie, bez wielobarwnych fotek. Bowiem autor tego bloga ma ochotę na tak zwane „rozkminy filozoficzno życiowe” (choć swoją drogą nienawidzę tego określenia i chętnie zmieniłbym je na jakieś bardziej eleganckie, tyle że chwilowo nie mam do tego weny.) A będzie o ludzkiej mowie – o tym, że ni zawsze szanujmy słowa, które padają nam z ust i klawiatur.

Słowa na ulicy

Dziwi mnie na przykład, jak łatwo ludzie znajdujący się na ulicy, w parku, w tramwaju, w poczekalni, gadają o swoich (a czasem i czyichś) bardzo prywatnych sprawach. Czego to ja już nie słyszałam! O tym, jak opiekować się chorą babcią – ze wszystkimi szczegółami, kto z kim i czemu, i co dokładnie robili – z nazwiskami. Że ten to drań, a ta to – delikatnie mówiąc – samica psa. Że tak bardzo nam źle i tak bardzo boli to i owo, a coś ram brzydko pachnie. Ludzie w ogóle nie uważają na słowa – takie mam wnioski. Szanujmy się i zostawmy coś dla siebie, albo do korespondencji prywatnej!

Słowa w sieci

Tu jest jeszcze gorzej, bo puszczają już wszelkie hamulce. Wulgaryzmy, wyzwiska, bardzo nie stonowane opinie. Osobiste uwagi i szyderstwa są na forach i w grupach dyskusyjnych niemal wszechobecne. Ludziom wydaje się, że są anonimowi, a potem nierzadko jest płacz, bo przychodzi jakieś dziwne pismo z policji. Szczytem wszystkiego są dla mnie ci, którzy wyzywają i obrażają innych ze swojego konta na Facebooku. Czyżby nie wiedzieli, że wtedy ich wszystkie dane widać jak na dłoni – nawet jeśli piszą nie na FB, tylko pod jakąś stroną?

słowa

Gadki u fryzjera

Niezbyt często tak bywam, ale to, co słyszę, bardziej mnie bawi niż obrzydza czy przeraża. Można tam dosłownie poznać historię całych familii do paru pokoleń wstecz, a także dowiedzieć się – klasyka! – kto z kim zdradza na przykład męża. Ktoś sprytny w małym miasteczku takie dane może wykorzystać nawet do szantażowania tych i owych. Ale czasem i te rozmowy wydają się nieco bardziej mroczne. Moja znajoma była ostatnio właśnie w salonie fryszerskim i słyszała dziwne słowa na temat tego, jak najlepiej popełnić… samobójstwo. Cóż, nie wiadomo co wtedy robić, prawda? Iść na policję? Zabrać taką osobę na kawę, czy co?

Bla bla przy kawce i KOMÓRKI!

Właściciel kawiarni czy sklepu  sam ustala zasady sprzedaży towaru. Nie dziwi mnie więc, że coraz częściej widuje się zakazy w stylu „Nie obsługujemy klientów rozmawiających przez telefon”. Cóż – jak dla mnie sprawa prosta: gdy komuś się to nie podoba, może iść gdzie indziej. Tylko jak źle wychowanym czy też uzależnionym od współczesnej technologii trzeba być, by nie móc odłożyć smartfona, laptopa, czy zdjąć słuchawek z uszu nawet na te kilkanaście sekund, gdy składa się zamówienie?

A tak w ogóle to coraz częstsza jest i taka sytuacja: link.

Szanujmy słowa.

Dodaj komentarz