najgorszy pacjent na świecie

Apr 26
2009

Pani doktor osłuchała mnie wczoraj rano. Zbadała. Przepisała leki i dała wyraźne zalecenia. Siedzieć w domu, przynajmniej kilka dni. Wytrzymałem wczoraj cały dzień. Ale w sobotni wieczór nie mogłem sobie znaleźć miejsca i z zamiarem spotkania się ze znajomymi wyruszyłem w miasto. Rozmowami o życiu ubarwiliśmy sobie wieczór. Rozmowę podlewaliśmy alkoholem, a później spotkałem brata. Wyciągnął mnie na tańce. I tak nie wiadomo kiedy minęła cała noc. A po przebudzeniu, oskrzela i płuca przypomniały, że coś z nimi nie tak. Kaszlem i dusznością. Dziś kolejny postępowania zgodnie z zaleceniami Pani doktor. Ale niestety stwierdzam, nie żałuję ani minuty z tej nocy, ani jednego piwa, ani jednej wódki. Mimo kaszlu ;) Spontaniczne imprezy są najlepsze.

morze

Apr 22
2009

Po pierwsze znienawidziłem PKP. Całonocna podróż nieogrzewanym pociągiem kiedy na zewnątrz jest mróz nie należy do przyjemnych. Przemarznięcie zaowocowało zatkaniem zatok i kaszlem. Oprócz tego słaby jakiś jestem. Ale nie odmówię sobie dzisiaj spaceru po plaży i wygrzewania się w słońcu. Rozmowa w sprawie pracy miała miejsce i była bardzo miła. Dzisiaj czekam na telefon, z którego dowiem się czy będziemy jeszcze rozmawiać dalej.
Oprócz tego znalazłem w Wejherowie knajpę która jest żywcem wyrwana z krakowskiego Kazimierza. Cafe Insula zwie się to miejsce. Znajdziecie tam sączący się z głośników Jazz, wygodne fotele, stare meble, mnóstwo książek. Piwo - mają Guinness’a - ku mojej radości. I duży wybór wszelkich innych alkoholowych dobroci. I tam właśnie wczoraj usiadłem i z kufelkiem czarnego piwa zaczytywałem się w Faulknerze. Nawet nie zauważyłem jak minęło kilka godzin. Piękne miejsce.

wróciła

Mar 31
2009

Dawna moja koleżanka bezsenność wróciła. Na początku była taka jak dawniej. Pozwalała zasnąć i budziła w środku nocy. Teraz chyba się na mnie rozzłościła. Nie pozwala zasnąć. A to oznacza godziny męczarni w łóżku, które prowadzą do zaśnięcia, a raczej padnięcia z wyczerpania. Dziwne jest też to, że zasypiam około 4 nad ranem, budzę się około 7, mimo tego że mógłbym spać do woli. Dzisiaj bezsenność zostawiła mi po sobie tępy ból głowy. Cały dzień ze mną chodzi przylepa. Spróbuję ją pokonać piwem - ciekawe czy się uda.

Po urlopie

Jan 14
2009

Tak jak pisałem udałem się w okolicach okołosylwestrowych do Wielkiej Brytanii odwiedzić przyjaciółkę i pozwiedzać. Zamieszkałem na tydzień w Startford upon Avon, czyli miejscu urodzenia Shakespear’a Miejsce na pierwszy rzut oka miłe i przyjemne. Nie da się pomyśleć inaczej patrząc na uliczki, maleńkie domki, zielone żywopłoty, ład i porządek. Podobne myśli przychodzą po kilku dniach obserwacji. Zwłaszcza obserwacji ludzi. Są po prostu mili. Uśmiechają się do siebie, pozdrawiają, przeraszają, a nie wjeżdżają człowiekowi supermarketowym wózkiem w dupę i jeszcze się wydrą, że człowiek chodzi pod kołami jak to ma miejsce u nas.

Okolice miasta uspokajają. Zielone pagórki na których pasą się owce. Poprzedzielane płotkami i żywopłotami. wzgórza wyglądają jakby właśnie przed chwilą przestały falować. Koją spokoją i kłują w oczy zielenią trawy - równie spokojną.

Język - tutaj się zdziwiłem. Ze swoją znajomością angielskiego na jakimś tam średnim poziomie przyleciałem, wyszedłem na ulicę i… niewiele rozumiałem. Ale wystarczyło się osłuchać - po dwóch dniach zacząłem odróżniać słowa, później zdania zaczęły nabierać sensu. Jeden dzień cały spędziłem z Tomem - znajomym Evy - z którym wędrując po okolicy powtórzyłem cały angielski jaki przyswoiłem przez lata nauki i jeszcze dużo się nauczyłem.

Oczywiście grzechem byłby nie wspomnieć o Guinnessie, który pintami w siebie wlewałem. I mówię Wam nigdzie do tej pory tak mi nie smakował jak w The Golden Bee
Wypocząłem - przywiozłem zdjęcia i wspomnienia. Apropos zdjęć. Niedługo zamieszczę kilka - jak tylko wyprodkuję jakąś ładną galerię.

krótki urlop

Dec 29
2008

Zaraz po świętach wybrałem się na krótki tygodnowy urlop do Evy, która zamieszkuje w Strattford w UK. Wsiadłem w samolot - dwie godziny minęły - i po raz pierwszy moje stopy stanęły w Wielkiej Brytanii. Mieszkam w “kloszardorium” Evy i degustuję piwa. Zwiedzam, spaceruję, robię zakupy, robię zdjęcia, odświeżam dawno nie używany angielski i chłonę. Ile tylko mogę chłonę wrażenia i piwo - Guinness rządzi. :) Jak tylko zbiorę po urlopie wszystkie zdjęcia do kupy obiecuję ładną galerię przygotować. A tymczasem wracam do kufla. See Ya mates